Facebook Linked IN On Board Jesteśmy częścią grupy On Board BOX Network Europe Tworzymy pierwszą sieć agencji social media S40 Jesteśmy wśród 40 najlepszych agencji na świecie
           
Think Kong. King size social media & content marketing
Think Kong to agencja social media & content marketing specjalizująca się w realizowaniu celów biznesowych klientów z wykorzystaniem kanałów społecznościowych. Świetnie radzimy sobie też z content marketingiem. Tworzymy i prowadzimy blogi, serwisy contentowe i umiemy zapewnić, że tworzone dla naszych klientów treści przekładają się na sprzedaż. Precyzyjny dobór narzędzi i specjalizacja pozwalają nam na projektowanie i realizowanie działań mierzonych twardymi marketingowymi wskaźnikami. Jako agencja social media & content marketing koncentrujemy się na rozwoju kompetencji z tego obszaru realizując powierzone nam zadania na najwyższym poziomie.

Jesteśmy częścią Grupy On Board, do której należy także On Board PR ECCO Network. Wspólnie realizujemy kampanie wykraczające poza on-line. Około 70 proc. naszych projektów to działania integrujące różne elementy komunikacji. Współtworzymy też BOX Europe Network, pierwszą na świecie sieć agencji social media. Dzięki temu jesteśmy w stanie sprawnie realizować działania poza Polską. Wspieramy też rozwój unikalnych narzędzi przygotowywanych przez zagraniczne teamy jak np. BrandBOX.

Wielokrotnie nagradzani i wyróżniani na międzynarodowych konkursach (m.in. IAC, Magellan, European Excellence), wspieramy firmy zarówno z segmentu B2B, jak i B2C. Wśród realizowanych przez nas kampanii są działania w social media dla wielu marek, m.in. Adobe, Siemens, TVP, Neinver, RWE, Panasonic, Coca Cola, Sony, nc+.
Klienci
Nagrody

Norbert Kilen
Strategia
 
W Think Kongu zajmuje się strategią i zarządzaniem zespołem. Współautor sukcesów kilkudziesięciu projektów marketingowych, autor wielu artykułów i wystąpień popularyzujących media online w komunikacji. Wcześniej dyr. ds. strategii On Board PR.
Agnieszka Rutkowska
Social Media Manager
 
Szczęśliwa w związku z Kongiem od 5 lat. Dba o równie dobre relacje z Klientami, wewnętrzny ład w firmie i o to, czy kasa się zgadza.
Artur Mojnowski
Art Director
 
W Think Kongu dba o to, żeby małpa na każdym zdjęciu wyglądała młodo i profesjonalnie, a każde logo było tak duże, jak to możliwe.
Kornelia Maciejewska
Social Media Consultant
 
W gorylim stadzie od ponad 3 lat wspina się na wyżyny kreatywności i client service'u. Z wykształcenia psycholog (Uniwersytet Warszawski) – gorliwie dba o pozytywne relacje w zespole.
Magda Rzeszuto
Social Media Manager
 
Doświadczony Manager do zadań specjalnych :) Zawodowo – kolekcjonerka dobrych praktyk i kolorowych długopisów. Prywatnie - miłośniczka nieba, ziemi i techno :)
Paweł Łada
Junior Graphic Designer
 
"Na umowie napisano Junior Graphic Designer. Wykonuję zlecone mi grafiki, w pione, w poziomie, małe i większe. Lubię makaron, nie lubię marchewki z groszkiem."
Beata Wujtewicz
Social Media Consultant
 
"Praca w SM to spełnienie marzeń! Na urlopie jestem na innym kontynencie i łapię łaj-faj"
Urszula Drogomirecka
Social Media Consultant
 
Pierwsze kroki w branży stawiała pod czujnym okiem Think Kong Team. Pracuje m.in. nad projektami motoryzacyjnymi i korporacyjnymi. Kręci ją joga, Scrabble i upcyclingowe szydełkowanie ze zużytych rzeczy.
Mateusz Sokołowski
Social Media Consultant
 
Od młodego w Think Kongu uczy się obsługi projektów na najwyższym poziomie.
Mikołaj Podlasek
Graphic Designer
 
Oficjalnie - grafik; nieoficjalnie - specjalista ds. czytania w myślach. Entuzjasta każdego koloru, pod warunkiem, że jest to kolor czarny. Plotka głosi, że zamiast krwi w jego żyłach płynie kawa.
Małgorzata Sęk
Social Media Consultant
 
Opiekun spraw o wysokim priorytecie. Mówi "praca to moja pasja, a pasja to moja praca", a my Jej wierzymy :)
Tomek Liwacz
Social Media Consultant
 
Codziennie odpowiada na setki pytań i wiadomości, pilnując jednocześnie Ads Managera. Prywatnie dumny Tato uroczego Franka.
Magda Gąszczyk
Junior Social Media Consultant
 
Najświeższa krew w Think Kongu! Specjalista od rozkręcania start-upów w social media, w wolnych chwilach zwija rolki sushi. Ogromna wielbicielka psów, pand, gier planszowych i podróży.
Martyna Kałużna
Social Media Asystent
 
Nieocenione wsparcie w każdym projekcie. Szuka, znajduje, odpowiada. Prywatnie fanka lata i jednorożców.
Aneta Dziedzic
-Markiewicz
Finanse
 
Czuwa nad bazą zleceń i dyscyplinuje niezdyscyplinowanych :-)
Magda Stawicka
Office Manager
 
Magda prowadzi nasze biuro. Bez Niej już dawno we wszystkim byśmy się pogubili :)
Aneta Stańczyk
Dyrektor finansowy
 
Odpowiedzialna za wszystko, co związane z finansami i sprawami formalnymi.
Alicja Waśniewska
Social Media Consultant
 
W sidła branży wpadła już w 2007 roku. Social media to jej konik, ale umie także w copywriting i fascynuje się influencer marketingiem. Prywatnie fanka horrorów, czarnego humoru i wszystkiego, co dziwne.
Hubert Różyk
Social Media Consultant
 
W internetach (tak, są różne sieci!) grzebię od 2011 roku. Uzależniony od stałego przypływu informacji człowiek od projektów z kategorii "wymagające". Twitterowy maniak, który po godzinach z pasją wlewa studentom sieciową wiedzę do głów. Książkowy pożeracz i geek.
Marek Roj
Web Developer
 
Ta strona i wiele innych to dzieło Marka.
Maciek Jacewicz
SEO Consultant
 
Wsparcie zespołu Content Marketing & SEO. Zawodowo i prywatnie - zainteresowany pozycjonowaniem. Absolwent Marketing Internetowy / Digital Marketing WH AGH. Wielki fan kaszy jaglanej :)
Andrzej Zasowski
SEO Manager
 
Dostawca SEO odżywek i sumplementów content marketingowych dla Think Konga. Częściej spotkasz go w dziczy niż na ulicy.
Wojciech Chorąży
Social Media Consultant
 
Lubi dziwne rzeczy: e-sport, Ekstraklasę i polską literaturę grozy. Twittuje, hasztaguje i facebookuje.
Dziesiątki zrealizowanych kampanii i długofalowych działań przełożyliśmy na portfolio produktów, które jako agencja social media dobieramy do potrzeb poszczególnych klientów. Skontaktuj się z nami, aby uzyskać szczegółowe informacje dotyczące naszych usług. Możemy Ci też pomóc właściwie zdefiniować cele działań, określić zadania, które ma realizować komunikacja w kanałach social i napisać brief.


Badania i analizy
  • audyt social media: analiza wizerunku marki wśród internautów i członków społeczności
  • monitoring social media: analiza ilościowo-jakościowa treści dot. marki publikowanych w społecznościach w czasie rzeczywistym
  • monitoring efektywności kampanii w blogosferze - dzięki autorskiej aplikacji Talkilla
  • monitoring efektywności kampanii na Facebooku wykraczający poza Facebook Insights
  • monitoring kryzysowy - analiza publikacji on-line pod kątem zdefiniowanych i potencjalnych zagrożeń komunikacyjnych


Doradztwo komunikacyjne
  • strategia komunikacji w social media: tworzenie koncepcji obecności marki w kanałach społecznościowych
  • strategia employer branding: dobór narzędzi social media i przekazu spójnie z EVP
  • social media w komunikacji wewnętrznej: angażowanie pracowników z wykorzystaniem mechanizmów społecznościowych
  • social media policy: wdrażanie wytycznych dot. zarządzania komunikacją social media
  • szkolenia social media: projekty szkoleniowe dopasowane do potrzeb klienta


Narzędzia
  • content & video
    seeding
    promocja treści poprzez
    kampanie zasięgowe
    na blogach
  • KAMPANIE
    EFEKTYWNOŚCIOWE
    kompleksowa obsługa
    kampanii reklamowych
    w social media
  • budowanie
    społeczności
    reprezentacja marki
    w serwisach społecznościowych
    skupiona na kreowaniu
    fanów marki
  • social media
    optimization
    optymalizacja stron
    pod kątem dostępności
    treści w social media
  • aplikacje
    SOCIAL MEDIA
    budujące zasięg
    i zaangażowanie
    użytkowników, bazujące
    na API serwisów
    społecznościowych
  • liderzy opinii współpraca z blogerami,
    liderami opinii,
    ambasadorami marki
  • social CRM budowanie relacji
    z klientami marki poprzez
    kanały społecznościowe
  • crowdsourcing angażowanie społeczności
    w tworzenie pomysłów
    i rozwiązań

Prezes firmy w social media – dlaczego to ma sens Wg badania zrealizowanego przez On Board Think Kong wspólnie z ECCO Network bardzo mała część szefów dużych, polskich spółek jest aktywna w social media. Okazało się, że zaledwie 5 procent (tak, co dwudziesty!) prezesów dużych spółek ma aktywny profil na Twitterze. Czy to dobrze czy źle? No i po co właściwie prezesi mają być aktywni w social media? Większe zaufanie do i wizerunek lidera Lider firmy obecny (i aktywny!) w social media to przede wszystkim większe zaufanie otoczenia. Do niego, ale też do całej organizacji. Klientów, kontrahentów, inwestorów, przedstawicieli zewnętrznych instytucji i pracowników firmy. Prezes wypowiadający się na Twitterze czy LinkedIn to szef, który jest otwarty na dyskusje, klarowniej (bo krótko i zwięźle) i w bardziej otwarty sposób komunikujący swoje poglądy. W pewnym sensie sama obecność w demokratycznym, otwartym medium jak Twitter czy Facebook jest równie ważna co treść wpisów. Nawet jeśli będą nieciekawe i wtórne, i tak widać intencję nawiązania dialogu. Szef nieobecny w social media to z kolei domniemanie jego zamknięcia na rozmowę, niechęci do szczerych i otwartych kontaktów z otoczeniem. Tezy o dobrym wpływie samej obecności na LinkedIn czy Twitter na wizerunek lidera potwierdzają też liczne badania innych firm. Np. sondaż zrealizowany jakiś czas temu przez BrandFog pokazuje, że aż 81 procent ludzi uważa, że CEO aktywny w social media jest lepiej przygotowany do wprowadzenia firmy w świat online. Większość uczestników badania potwierdziła też, że aktywność szefa w kanałach social media wzmacnia ich przekonanie, że prezes świetnie dogaduje się z klientami (89 proc.) i pracownikami (85 proc.). Więcej informacji od klientów W grudniu ub.r. szef Airbnb, Brian Chesky zapytał na Twitterze o to co zdaniem klientów jego firma powinna wprowadzić w 2017 r. If @Airbnb could launch anything in 2017, what would it be?— Brian Chesky (@bchesky) 26 grudnia 2016 Otrzymał ponad 2 tysiące komentarzy. Większość nie zawiera sensownych propozycji, ale trafiło się wśród nich trochę fajnych pomysłów (cała historia jest opisana m.in. tu). Trudno ocenić, czy dyskusja na Twitterze stała się dla Airbnb realnym źródłem inspiracji, pewnie nie. Ale na pewno szef firmy pokazał jej otwartość na nowe pomysły, na dyskusje z klientami. Z tego punktu widzenia prezes aktywny na Twitter to dobry pomysł. Klienci w social media często dzielą się opiniami, recenzują produkty. Czy dla osoby zarządzającej to ważne? Powinno być! Dlatego obecność i monitorowanie tego, co ludzie mówią o firmie to absolutne minimum. Prezes w social media: szybkość i kontrargumenty No właśnie. Social media to ścieżka szybkiego ustosunkowania się do problemowej sytuacji. To dodatkowa szansa na ekspresowe, bez organizowania spotkań i konferencji wypowiedzenie publiczne swojej racji, przedstawienie swojego punktu widzenia. Profil prezesa na Twiterze czy LinkedIn (zwłaszcza na Twitter) to też szybki kanał mniej formalnych relacji z dziennikarzami czy szerzej – z influencerami. W kilka minut można rozwiać wątpliwości, odpowiedzieć na pytanie, skomentować publikację, pokazać swój punkt widzenia. Świetnym przykładem tego, jak aktywność na Twitterze może pomagać w sytuacjach kryzysowych jest choćby aktywność Krzysztofa Pawińskiego, prezesa Maspex, który bardzo szybko zareagował na kryzys wywołany przez fatalną komunikację należącej do grupy marki Tiger: Jestem zszokowany reklamą Tigera. Brak mi słów. Jako współwłaścicielowi firmy produkującej Tigera jest mi po prostu wstyd.— Krzysztof Pawinski (@kpawinski) 9 sierpnia 2017 Szanowni Państwo podjęliśmy decyzję że nasze wsparcie przekażemy na pomoc żyjącym Powstańcom. Właśnie przelaliśmy na ten cel kwotę 500000zł.— Krzysztof Pawinski (@kpawinski) 9 sierpnia 2017 Są chwile, gdy szybka reakcja liczy się jak nic innego. Ale uwaga – są też momenty, gdy obecność w social media może nieść pewne zagrożenia. Czasem (wiedzą to wszyscy PR-owcy) firma nie chce zabierać głosu w jakiejś sprawie. Np. woli przemilczeć sygnały o wycofaniu się z rynku czy wadzie produktu. Poza tym ustosunkowanie się do jakiejś sprawy przez prezesa, nawet jeśli ma to miejsce w formie krótkiego tweeta nadaje jej wyższą rangę. Wymówki i mity nt. social media Nasze badania potwierdzają, że prezesi w Polsce nie palą się do aktywności w społecznościówkach. Niewiele wiemy jednak o przyczynach (tego nie badaliśmy), ale z rozmów z wieloma firmami o wprowadzaniu ich szefów na LinkedIn czy Twitter wyłaniają się następujące bariery: 1. Brak czasu 2. Strach przed skalą dyskusji, mnogością zapytań/komentarzy konsumentów 3. Nieznajomość social media, brak zrozumienia 4. Przekonanie, że „są tam tylko dzieciaki” 5. Brak wiedzy o korzyściach Wszystkie pięć wątpliwości mają oczywiście swoje uzasadnienie. Ale bez przesady. Argumenty 1 i 2 są ze sobą ściśle powiązane, choć odpowiedzią na nie jest fakt, że komunikacja prezesa wcale nie musi być jakoś bardzo intensywna. Nikt nie oczekuje od niego, że będzie w top10 najaktywniejszych użytkowników social media. Wystarczy, że podzieli się tam od czasu czymś ciekawym, pochwali sukcesem firmy i w ogóle da się choć trochę poznać jako charyzmatyczny przywódca, a nie schowany w biurze urzędnik. Z kolei bariera nr 3 (nieznajomość SM) to najmniejszy problem. Zdarza się nam prowadzić zamknięte szkolenia, także dla jednej osoby z firmy. Do nabycie wiedzy potrzebnej do podstawowej aktywności w wybranym medium wystarczą 1-2 godziny i przygotowanie zestawu wskazówek, podpowiedzenie prostych pomysłów czy ścieżek postępowania. Poza tym w wielu firmach prezes jest wspierany w swojej social mediowej przygodzie – czasem przez agencję, czasem przez osobę z wewnątrz, np. z działu komuniakacji/PR. A pozostałe (4. i 5.) problemy? Na nie odpowiedzieć można tylko edukacją. Pokazując wyniki badań i statystyki konkretnych serwisów i opowiadając o potencjalnych korzyściach wizerunkowych dla firmy. Czy szefowie Twojej firmy są aktywni w sieciach społecznościowych? Warto spróbować ich do tego namówić ☺ Grupa docelowa w social media i zaangażowanie Grupa docelowa w działaniach marketingowych nie jest czymś niezmiennym. Naturalnie, dobrze kiedy marketer ma jasną wizję, określoną strategię wskazującą do kogo i o czym chce mówić. Niestety może się okazać, że po pewnym czasie oceni wcześniejsze założenia jako błędne. I zmieni grupę docelową, claim marki, charakter komunikacji albo... w ogóle przewróci wszystko, ustawiając komunikację od nowa Wielokrotnie podczas realizacji działań w social media dla różnych marek stawaliśmy przed wyzwaniem zmiany dotychczasowej strategii social media. Markom zależy czasem np. na tym, żeby się „odmłodzić”, kierować komunikację do młodszej grupy. Albo odwrotnie – żeby wyjść z pułapki mówienia do młodzieży i skierować się do klientów starszych, z zasobniejszymi portfelami. Taka zmiana to spore wyzwanie. Nie tylko dla nas, związana z tworzeniem treści atrakcyjnych dla nowej grupy. Ale także mentalna! Np. dlatego, że trzeba się pogodzić, że.. nowa grupa docelowa to często zmiana poziomu zaangażowania. Zaangażowanie – mit czy warunek konieczny Ok. Każdy, kto prowadzi fan page wie, że zaangażowanie odbiorców publikowanych treści jest jednym z ważniejszych wskaźników charakteryzujących „jakość” komunkacji. Wielu specjalistów ds. social media zatrudnionych w firmach za punkt honoru przyjmuje wyprzedzenie konkurencji w branżowych zestawieniach albo np. zajęcie pierwszego miejsca pod względem „interaktywności” strony. Czy mają rację? Tak i nie. Owszem, zaangażowanie jest pośrednio wyrazem zainteresowania treściami. Im więcej osób reaguje na post, tym jest ciekawszy, bardziej zwracający ich uwagę. Poza tym zaangażowanie wpływa na to, że nasze posty są pokazywane odbiorcom, zyskuje nasz naturalny zasięg. Algorytmy Facebooka sprawiają, że częściej widzimy wpisy ze strony na której publikacje reagujemy niż wpisy ze strony, która publikuje rzeczy nie wywołujące naszej reakcji. Logiczne? Niby tak. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona. Po pierwsze reakcja reakcji nie równa. Można nawet policzyć, że komentarz jest „wart” dużo więcej polubienie. Patrząc na to w ten sposób trudno zakładać, że ten sam odsetek „reakcji” niesie zawsze tę samą wartość dla marki. Po drugie, reakcje wcale nie muszą oznaczać nic pozytywnego. Spróbujcie na fan page zadać pytanie, które rozzłości obserwujących. Posypią się złośliwe komentarze, pojawią się emotikony złości. Zaangażowanie wzrośnie, ale wartość dla marki będzie ujemna. Po trzecie same reakcje nie są najważniejsze. Najważniejsza jest ludzka uwaga, a ta nie musi się wyrażać od razu klikaniem „lubię to” czy komentowaniem. Może się okazać, że mamy mnóstwo milczących fanów, osób, które zatrzymują na naszym wpisie wzrok, ale nie reagują na niego w widoczny sposób. Facebook nadal to wychwytuje i uwzględnia w algorytmach kształtujących widoczność, ale zewnętrzne programy analityczne są na to ślepe. Nie zauważycie zaangażowania mimo, że wartość dla marki pojawia się. Czy zmieniona grupa docelowa to inne zaangażowanie? Niestety tak. Zdarza się, że marketerzy są tym naprawdę zmartwieni. Wiedzą, że grupę trzeba np. „postarzyć”, ale trudno im pogodzić się z faktem, że nowa, określona w inny sposób nie reaguje już tak entuzjastycznie na studenckie memy czy odniesienia do komputerowych gier. Oczywiście zaangażowanie może też znacznie wzrosnąć za sprawą umiejętnie tworzonej komunikacji, doboru nowej tematyki wpisów czy ciekawej moderacji. Najważniejsze, to znaleźć właściwy punkt odniesienia. W niektórych prowadzonych przez nas projektach adresatkami są np. świeżo upieczone mamy, żywo reagujące na każdy wpis o tematyce dziecięcej, wzruszające wspomnienia czy piękne zdjęcia z niemowlętami tulącymi się do mam. W innych uzyskanie zaangażowania jest dużo trudniejsze. Mówimy np. o tematyce biznesowej i odbiorcy – mimo że wiekowo podobni do młodych matek – nie lajkują już z takim entuzjazmem każdego publikowanego wpisu. Oczekiwanie, że fan page o tematyce „dzieci” będzie mieć takie same wskaźniki jak fan page o tematyce „finanse firmy” jest naiwne. Niestety nie będzie. Największe różnice widać przy zmianie wieku odbiorców do których kierujemy komunikację. Niestety, średni poziom zaangażowania w różnych grupach wiekowych nie jest taki sam. Można założyć, że zdobycie polubienia od 20-latka jest, statystycznie, łatwiejsze niż zdobycie go od 50-latka. Spójrzcie na poniższy wykres: Korzystając z narzędzia Audience Insights (AI) sprawdziliśmy jaka jest średnia liczba reakcji pozostawianych przez użytkowników Facebooka w ciągu miesiąca. Chodziło o liczbę polubień, komentarzy i udostępnień. Kiedy zajrzysz do AI i zaczniesz zawężać grupy wiekowe łatwo zauważysz, że średnie zmieniają się. O ile liczba udostępnień jest średnio tak samo niska, o tyle miesięczna liczba polubień zmienia się w dużym zakresie. Grupa docelowa w social media: starszy nie zawsze mniej zaaangażowany Jasno widać, że teoretycznie kierowanie się do starszych użytkowników niesie ryzyko trudniejszego uzyskiwania ich reakcji. Na szczęście nie zawsze tak się dzieje. Przez długi czas prowadziliśmy np. fan page Magazyn60+ kierowany do osób... po 60 roku życia. Patrząc na wykres można domyślać się, ze stopień „interaktywności” tej strony powinnien być minimalny. Tymczasem fan page odnotowywał regularne wzrosty we wszystkich kategoriach – naturalnego przyrostu fanów, odsetka zaangażowanych. Zdarzało się, że zasięg organiczny postów był większy niż liczba fanów. Kluczem było znalezienie odpowiedniej tematyki. No dobrze, ale czy owyższy przykład nie przeczy statystykom z wykresu? Nie. Aktywność fanów-seniorów nie stoi wcale w opozycji do statystyki. Sekret może polegać na tym, że AI pokazuje wartości uśrednione dla całej grupy wiekowej zarejestrowanych użytkowników Facebooka. Nikt nie twiedzi, że w grupie docelowej zaangażowanie rozkłada się po równo. Podobnie jak pomiędzy 25-letnimi obserwatorami stron o dzieciach i o biznesie. Social media są środkiem, nie celem Nie bój się zmiany. Nowa grupa docelowa komunikacji na Facebooku to nowe możliwości. Nie myśl o niej w kategoriach zagrożenia, ale w kategoriach szansy. Wskaźniki social mediowe nie są celem, ale środkiem do celu, którym na ogół jest większa sprzedaż. Np. jeśli sprzedajesz drogi sprzęt audio, kierowanie się do młodzieży i organizacja prostych konkursów jest socialowo fajne (lajki, lajki!), ale sprzedażowo.. może nie mieć żadnego sensu! Social media opierają się naturalnie na interakcjach z odbiorcami, ale nie przesadzaj. Jeśli rozważasz współpracę z agencją social media, nie daj sobie wmówić, że najważniejsze jest zaangażowanie. Jest ważne, ale to rzecz wtórna. Daleko w tyle za dobrze dobranymi przekazami i właściwą grupą docelową. Zaangażowanie ma wartość, czyli Ile polubień jest wart jeden komentarz w social media? Czy polubienie jest warte tyle, co komentarz? Pytanie tylko z pozoru jest absurdalne. Pozyskanie polubienia jest – statystycznie rzecz biorąc – dużo łatwiejsze niż np. udostępnienia. No a jeśli, upraszczając, uznamy, że reakcja jest wyrazem uznania dla treści, tym większego im mniej prawdopodobnego, pytanie o wartość lajka czy komentarza nabiera sensu. Ile polubień i komentarzy zostawiają użytkownicy na Facebooku? Nie wiadomo dokładnie, ale dzięki udostępnianym przez Facebook narzędziom dla reklamodawców (Audience insights) można spróbować oszacować skalę zjawiska. Dostęp do narzędzi Facebooka jest bezpłatny i ma go każdy, kto prowadzi fan page i ma konto reklamowe. W AI możemy odczytać zarówno liczebność grupy użytkowników z Polski w wieku min. 18 lat jak i wartości średnie dla tej grupy. Niestety podawane wartości są przybliżone. Dokładność takich wyliczeń jest więc mocno ograniczona. Mimo wszystko spróbujmy. Łączna miesięczna liczba użytkowników w wieku 18+ Facebooka w Polsce wg Audience Insights to 10-15 milionów. Przyjmijmy, że prawda jest gdzieś po środku. Założmy, że to 12,5 mln (wiem, wiem, Facebook w swoich prezentacjach podaje łączną liczbę jako 15 mln, ale aktywni użytkownicy to także Ci poniżej 18 roku życia, więc założenie 12,5 dla grupy 18+ nie musi być dalekie od prawdy). Dla tej grupy wartości średnie dotyczące aktywności przedstawiają się jak na poniższym wykresie. Mamy więc od jednego użytkownika (w ciągu ostatních 30 dni) średnio 3 komentarze, 12 polubień postów (reakcji? – tego AI na razie nie precyzuje) i 1 udostępnienie. A sumaryczne wartości? Można założyć, że polscy użytkownicy Facebooka zostawiają w nim w ciągu miesiąca: - 37,5 mln komentarzy (12,5 x 3) - 150 mln polubień/ reakcji pod postami (12,5 x 12) - 12,5 mln udostępnień (12,5 x 1) Zaangażowanie vs. zaangażowanie. Ile warte jest jedno polubienie? Mniej więcej 4x mniej niż komentarz. Tzn. ponieważ użytkownicy klikają „lubię to“ ok. czterokrotnie częściej niż komentują można założyć, że skłonienie ich do zostawienia komentarza jest 4 razy trudniejsze. Średni użytkownik FB w Polsce komentuje raz na 10 dni, a lajkuje – prawie co drugi dzień. 1 komentarz = 4 polubienia = 1/3 udostępnienia Naturalnie, wszyscy wiemy, że komentarz nie musi oznaczać nic pozytywnego. Co więcej, można nawet zaryzykować tezę, że komentarz stosunkowo rzadko jest jednoznacznie pozytywnym sygnałem. Na ogół jest po prostu obojętny emocjonalnie, choć świadczy o aktywnym odbiorze treści. Rzadziej jest negatywny. Matematyczne wyliczenie „wartości” komentarza i porównywanie do polubień jest więc sporym uproszczeniem. Ale, z drugiej strony – jeśli serwisy analityczne raportują „zaangażowanie” jako wyraz zainteresowania odbiorców (a więc pośrednio jako coś pozytywnego), może nie jest to – przyjmując taką perspektywę – dużym nadużyciem :) Employer Branding i Millenialsi – jak kandydaci sprawdzają przyszłe miejsce pracy? Fora internetowe, rekomendacje od znajomych i polecenia od specjalistów, którzy pracują lub pracowali w firmie do której aplikujemy. Właśnie za pośrednictwem tych źródeł, polscy millenialsi szukają informacji nt. swojego przyszłego pracodawcy. Wygląda na to, że w działaniach employer brandingowych bardzo ważna może być aktywność na polu SEO PR. Zakładka „kariera” na stronie www nie jest już wiarygodnym punktem odniesienia dla kandydata do pracy W badaniu przeprowadzonym na nasze zlecenie, 500 osób urodzonych w latach 80. i 90. zapytaliśmy to, gdzie szukaliby informacji nt. potencjalnego pracodawcy. Osoby, które rozważałyby zmianę pracy i przejście do nowej firmy, w zdecydowanej większości szukałyby opinii na forach internetowych (70 proc.). Równie cennymi źródłami byłyby dla nich rekomendacje znajomych (59 proc.) czy osób, którzy są obecnie lub byli zatrudnieni w przedsiębiorstwie, z którym planują się związać (49 proc.). Ponadto, ważne dla kandydatów są informacje dostępne w social media, w kanałach skupiających profesjonalistów takich jak np. Linkedin czy Goldenline (43 proc.). Strona internetowa? Pojawia się w naszym rankingu, ale wskazał ją zaledwie co czwarty uczestnik badania. W badaniu rozdzieliliśmy profile/strony firmowe firm od reszty kanałów social media. Ok, nawet jeśli było to trochę niejasne z punktu widzenia respondentów widać wyraźnie, że aktywność w mediach społecznościowych może okazać się dla wielu kandydatów do pracy dużo ważniejsza niż dopieszczanie działu Kariera na firmowej stronie. Wielu z naszych klientów prowadzi w tym celu odrębne profile stale udostępniając informacje o życiu wewnątrz firmy, prowadzonych rekrutacjach, nawiązując aktywny dialog z potencjalnymi pracownikami. Poza odpowiedzią na pytania daje nam to też możliwość aktywnego wyjścia do osób spełniających określone kryteria i dołożenie do tradycyjnych kanałów dodatkowego źródła aplikacji. Drugi wniosek z badania, związany z wysoką pozycją forów w rankingu to znaczenie wyników wyszukiwania. Prawdopodobnie większość poszukiwań opinii o przyszłym pracodawcy zaczyna się od Google. Niewiele firm dba o swój wizerunek na stronach z wynikami wyszukiwań opinii o nich. Szkoda, bo dobrze prowadzone działania tego typu mogą naprawdę wpływać na percepcję firmy czy organizacji. Czy marketing wirusowy w ogóle istnieje? Jak sama nazwa wskazuje, marketing wirusowy to marketing bazujący na „wirusowym“ (a więc samoistnym i bezpłatnym) rozchodzeniu się informacji o marce czy produkcie. To termin, który bardzo często pojawia się w rozmowach, prezentacjach czy w briefach na content marketing od klientów, ale brutalna prawda jest taka, że mało kto potrafi pochwalić się udanym projektem z tej dziedziny. Większość z projektów marketingu wirusowego to po prostu (aż!) udane kampanie content marketingowe – gdzie wytwarzane przez markę treści są na tyle ciekawe, że zostają powielane i udostępniane przez konsumentów. Czy marketing wirusowy jest możliwy? Teoretycznie tak. Niestety znacznie rzadziej niż o błyskotliwych sukcesach, słyszymy o mini-porażkach w tej dziedzinie. Tymczasem można w ciemno założyć, że w marketingu wirusowym na 1 udany projekt (czyli taki w którym wartość uzyskanego „wirusowo“ zasięgu jest wyższa niż koszty wytworzenia „wirusowej“ treści) przypada ok. 100 nieudanych. Z drugiej strony – czy powinniśmy mówić o porażce jeśli marka wytworzy ciekawe nagranie wideo, które nie „rozejdzie się“ tak jak wymarzyli sobie jego twórcy? Niekoniecznie. Połowiczny sukces, to przecież też sukces. Marketing wirusowy - jak rozchodzi się wirusowa treść? Niestety większość marketerów kieruje się tu intuicją. Są przekonani, że skłonienie do udostępnienia wideo wielu, np. 1000 osób sprawi, że nagranie zobaczy większość Polaków. Nic bardziej nieprawdziwego. Wystarczy policzyć – jeśli średnia liczba znajomych na Facebooku to 200 osób, udostępnienie wideo przez 1000 użytkowników pozwoli nam (a i to tylko teoretycznie!) dotrzeć do 200 tysięcy. To niewiele ponad 1% (jeden procent) wszystkich Polaków na Facebooku. Fajny przykład klipu wirusowego. Szkoda, że rzadko udaje się powtórzyć taki sukces :) Z wielu dostępnych badań oraz z naszych doświadczeń wynika, że do prawdziwego sukcesu „wirusowego“ materiału niezbędne są tzw. duże media lub osoby z naprawdę dużym zasięgiem on-line. Słowem – „wirusowy“ nie musi oznaczać „oddolny“ i „naturalny“. Niestety zanim materiał zacznie być naprawdę udostępniany przez wszystkich, ktoś (czyt. ktoś opiniotwórczy) musi mu nadać znak jakości, potwierdzić jego atrakcyjność. Wystarczy myślowy eksperyment – czy znalezienie na kilku dużych portalach wideo z nagłówkiem „to nagranie podbija internet“ nie byłoby dla Ciebie rekomendacją, żeby go obejrzeć, skomentować, a może także udostępnić? Lepszą niż udostępnienie przez mało lubianego znajomego z Facebooka? NIe ma się co oszukiwać – jeśli poważnie myślisz o marketingu wirusowym, zapomnij o tym, że to „tania“ lub „bezpłatna“ wersja marketingu. Wręcz przeciwnie! Trzy elementy marketingu wirusowego, o których wiele osób woli nie myśleć: 1. Musisz zgodzić się na duże ryzyko, że się nie uda. Mieć budżet na inne działania, które dowiozą efekt w przypadku gdy twój „wirusowy“ plan nie powiedzie się. 2. Potrzebny jest budżet na płatną, natywną promocję treści wirusowych. Np. w formie sponsorowanych postów na fan page marki, w formie placementów w materiałach wydawców itp. Bez niej jest nikła lub zerowa szansa, że ktoś je w ogóle zobaczy. 3. Nie myśl, że wytworzenie treści to największy wysiłek w marketingu wirusowym. Praca dopiero wtedy się zaczyna – musisz zrobić wszystko, żeby content znalazł się w jak największej liczbie miejsc, żeby docierał do wielu osób z maksymalną intensywnością, z wielu źródeł. Pamiętaj o przekazie! Wiele osób zafascynowanych pojęciem "marketing wirusowy" zapomina, że ta zabawa ma czemuś służyć. Promocja oparta na wirusowym contencie nie polega przecież na tym, że nie wiadomo czego dotyczy! Niestety nieczytelność/ brak przekazu korzystnego dla nadawcy to podstawowa słabość wielu kampanii pokazywanych jako udane projekty wirusowe. Smutna prawda jest taka, że „wirusowy“ rzadko oznacza „wspierający sprzedaż“. Rzeczy, którymi się dzielimy rzadko są przecież reklamą produktów czy usług. A nawet jeśli, to dzielimy się nimi często w ogóle nie zwracając uwagi na markę, która pojawia się w zabawnym filmie czy infografice, prawda? Sytuacja z marketingiem wirusowym w tym kontekscie bardzo przypomina zresztą współpracę z YouTuberami. Firmy zachęcone milionowymi zasięgami popularnych twórców wideo na YT płacą im za wzmianki o produktach. Tyle tylko, że pojawia się dylemat. Czy takie sponsorowane nagranie ma odzwierciedlać charakter kanału czy odbiegać od niego, żeby w pełni zaprezentować np. zalety i wygląd produktu? Oczywiście nagranie, które chętnie obejrzy kilkaset tysięcy osób rzadko udaje się zrobić tak, żeby produkt był dobrze wyeksponowany. W praktyce pojawia się więc jako gadżet, jakby ukradkiem. Jesli Youtuberowi nie uda się zgrabnie połączyć tematyki swojego kanału z reklamowaną marką, wychodzi coś, co albo nie jest w ogóle ciekawe albo nie przedstawia marketingowej wartości dla reklamodawcy. Dokładnie tak samo jest z contentem wirusowym. Rzadko pojawia się coś, co ma potencjał społecznościowy, co faktycznie przyciąga widzów i jest nośnikiem jakiejś istotnej informacji promocyjnej. Na ogół firmy tworzą „wirusowe“ materiały będące albo nieudaną formą reklamy albo pseudo-zabawne treści nie opowiadające nic ważnego o ich ofercie. Odpowiadając na tytułowe pytanie - tak, marketing wirusowy istnieje, choć stosunkowo rzadko oznacza skuteczną strategię dotarcia do klientów. Przede wszystkim powinien jednak wpisywać się w szerszą strategię marki, być jej częścią. Jeśli chciałbyś o tym porozmawiać - daj znać, chętnie spotkamy się z Tobą, żeby przedyskutować możliwości wsparcia Twoich celów biznesowych.
starsze


Zostaw nam swój e-mail.
Jeszcze dziś wyślemy Ci raport
z badania użytkowników Facebooka.

Od czasu do czasu dostaniesz od nas
inne ciekawe materiały.